Ukraina nie jest idealną ofiarą (Oleksandra Matviychuk)
- Кривецький Тарас

- 21 cze
- 3 minut(y) czytania

Pewnego dnia rozmawiałem z przyjacielem o tym, dlaczego Ukraina jest „niedoskonałą ofiarą” w oczach świata.
Wydaje się, że zarówno fakty, jak i prawo dają dość jasną ocenę sytuacji. Nie ma wątpliwości, że Rosja jest agresorem, a Ukraina ofiarą agresji. Mimo to nie pasujemy do koncepcji „idealnej ofiary”.
Idealna ofiara powinna po prostu cierpieć z powodu działań agresora, a świat powinien zjednoczyć się w głębokim zaniepokojeniu. Zamiast tego Ukraina miała czelność przez wszystkie te lata przeciwstawiać się atakom o wiele silniejszego wroga. Kiedy wszyscy byli już gotowi „wypłakać się i zakopać to w sobie” na początku pełnoskalowej inwazji.
Co więcej, Ukraina co jakiś czas zadaje druzgocące ciosy imperialnym ambicjom Rosji.
Kraj bez floty zatopił okręt flagowy „Moskwa” i zagwarantował „transakcję zbożową” na Morzu Czarnym, czego nie były w stanie zrobić ani ONZ, ani Turcja.
Kraj, który nie posiadał lotnictwa strategicznego i czekał na nowoczesne samoloty od sojuszników przez ponad dwa lata, otrzymując dosłownie kilka sztuk, zniszczył ponad 30% rosyjskiego lotnictwa strategicznego.
Kraj, który nie został nawet oficjalnie zaproszony do NATO, w pojedynkę realizuje strategię całego Sojuszu i konsekwentnie niszczy potencjał ofensywny „drugiej armii świata”.
Kraj, w którym każdego dnia miliony ludzi cierpią z powodu strasznych zbrodni popełnianych przez Rosję, a mimo to ludzie nadal walczą, pracują jako wolontariusze, odbudowują swoje domy i pomagają sobie nawzajem.
Przypomnę, że to właśnie ten kraj, według wszelkich prognoz, miał po prostu paść w ciągu 3-4 dni pod naporem rosyjskiej inwazji.
Jesteście słabsi, kraje o dużym potencjale militarnym są oburzone samymi sobą. Jak możesz być tak niegrzeczny wobec Rosji, która ma prawo weta w ONZ, broń jądrową, 140 milionów mieszkańców, ropę i gaz, czyli mnóstwo pieniędzy?
Z tego właśnie powodu trudno nam nawiązać porozumienie z krajami, które doświadczyły kolonialnej opresji i utraty tożsamości. Wydaje się, że podświadomie mówią sobie: jeśli jesteście ofiarą, a Rosja agresorem, to dlaczego ukraiński jest nadal jedynym językiem państwowym i dlaczego hymnu rosyjskiego nie gra się w szkołach na terenie całego kraju?
Miło jest solidaryzować się z ofiarą, którą agresor zgwałcił, kopał, wiązał i na której siedział. Ta ofiara jest doskonała. Jej cierpienie jest czyste i głębokie. Słowa w jej obronie dodają moralnego wywyższenia tym, którzy wygłaszają oburzone, pełne pasji przemówienia.
Ale słowa nie idą w parze z czynami. Międzynarodowy system pokoju i bezpieczeństwa ONZ od dawna nie jest w stanie nikogo ochronić. Inne państwa nie spieszą się z narażaniem życia swoich obywateli, aby powstrzymać globalną niesprawiedliwość. Dlatego cierpienie idealnej ofiary pozostaje ostatecznie wyłącznie jej problemem.
W ciągu kilku miesięcy miejsce jednej ofiary na pierwszych stronach gazet zajmuje kolejna. Świat przenosi swoją uwagę i zapomina o swoim istnieniu.
Dzięki Bogu, że odmówiliśmy bycia idealną ofiarą i wybraliśmy drogę oporu. Przeciwstawianie się złu jest nie tylko moralnie słuszne, ale i najskuteczniejszą strategią życiową. Tylko ona daje szansę na pokój, nawet jeśli niedoskonały.
Pracowałem wiele z ludźmi, którzy ucierpieli na skutek rosyjskich okrucieństw. Zobaczyłam, jak porzucenie postrzegania siebie wyłącznie jako ofiary i ponowne wzięcie odpowiedzialności za własne życie stało się punktem wyjścia do posttraumatycznego rozwoju człowieka.
Jestem przekonany, że podstawą naszego zbiorowego przetrwania jest porzucenie koncepcji ofiary. Tak, nie wybraliśmy tej wojny, ale nawet w tych najtrudniejszych okolicznościach musimy uparcie szukać wyjścia i walczyć. Ponieważ jesteśmy swoimi własnymi zbawcami.
I mamy na czym polegać.
Nagrywałem świadectwo ukraińskiego naukowca i filozofa Igora Kozłowskiego po 700 dniach niewoli rosyjskiej. Przedtem przeprowadziłem wywiady z ponad setką ocalałych, którzy opowiedzieli mi, jak byli bici, torturowani, zamykani w drewnianych skrzyniach, obcinano im kończyny, miażdżono kolana, rażono prądem genitalia i zmuszano ich do pisania własną krwią. Nic więc nie mogło mnie zaskoczyć. Ale Igor wspomniał o szczególe, który wydawał się nieistotny w kontekście dowodów. I zrobiła na mnie wrażenie.
Opisał codzienne życie w odosobnieniu. Było to pomieszczenie w piwnicy, w którym w czasach Związku Radzieckiego przetrzymywano zamachowców-samobójców. W celi nie było okien, światła słonecznego, powietrza i trudno było oddychać. Ścieki przeciekały po brudnej podłodze. Szczury wypełzały z otworu tego kanału. Pewien naukowiec znany w całym kraju opowiedział mi, jak wygłaszał wykłady filozoficzne tym szczurom, żeby przynajmniej mogły usłyszeć dźwięk ludzkiego głosu.
Ihor Kozlovsky był ofiarą, w sensie prawnym został porwany, przetrzymywany w nieludzkich warunkach i torturowany do tego stopnia, że musiał nauczyć się chodzić na nowo. Ale nawet to nie stało się dla niego powodem, aby traktować siebie jak ofiarę i żyć jak ofiara. Ponieważ podstawą naszego istnienia jest godność, a nie poświęcenie.
A godność to działanie.
Nie chodzi tylko o to, by czuć się odpowiedzialnym za wszystko, co się dzieje, ale też o to, by robić właściwe rzeczy, żeby to zmienić.
Godność daje człowiekowi siłę do walki nawet w okolicznościach, które są dla niego nie do zniesienia. Wymiar godności musi stać się dla nas centralnym punktem. I wtedy nie będzie żadnej ofiary.







Komentarze